czwartek, 20 grudnia 2012

W miłości XX

XX
     Od nieszczęśliwego wypadku Dawida, a zarazem szczęśliwego nowego początku w naszej miłości minęło prawie 3 miesiące. Zbliżały się święta, natomiast dzisiaj pakowałam się na wycieczkę szkolną. Nie mogłam się jej doczekać. W dodatku Dawid miał też jechać, z czego byłam bardzo szczęśliwa. Wciąż rozmyślałam o tym, jak będziemy wspólnie spędzać czas na Alasce.
- Nadia! Już jestem gotowy, czekam na ciebie! - usłyszałam krzyk dobijający się zza okna.
Był to Dawid. Na jego widok rozsadzało mnie niczym nie zmącone szczęście. Nie widziałam go parę tygodni, ponieważ poleciał on do Europy, w sprawach rodzinnych. Pożegnałam się jeszcze z tatą i wyszłam z domu.
- Chodź mała, jak się stęskniłem za tobą. - objął mnie w pasie i przytulił.
- Ja też. Ciężko mi było bez ciebie, ale teraz wspólnie spędzimy 24 godziny na dobę.
- Dokładnie kochana. - po tych słowach objął mnie jeszcze raz, przybliżył swoją twarz do mojej i pocałował. W tym samym czasie poczułam jak wkładał mi do kieszeni coś małego. Sięgnęłam do kieszeni. Okazało się, że włożył do niej małe pudełeczko z napisem ,,APART''. Otworzyłam go i aż zaniemówiłam z wrażenia. Była to śliczna bransoletka ze srebra z kryształowym serduszkiem. - Czyli mam rozumieć, że mój prezent się spodobał? 
- Jejku Dawid! Jest śliczna! Dziękuję. Ojej tyle zapłaciłeś, by podarować mi ją.
- Oj tam, dla ciebie wszystko, kwota nie ma znaczenia. 
- Z jakiej to okazji?
- A z takiej żebyś pamiętała, że cię kochałem, kocham i będę kochać.
     Pocałowałam go tym razem ja i rozpłakałam się ze wzruszenia. Kilka minut później przyjechał po nas jego kolega, który miał nas podwieźć na miejsce zbiórki. Gdy dotarliśmy już na miejsce nauczyciele, sprawdzili jeszcze listę obecności i inne rzeczy. Dopiero po tym zaczęła się odprawa, ponieważ mieliśmy lecieć samolotem. Gdy już przeszliśmy przez wszystkie bramki, usiedliśmy w poczekalni. Obok mnie przysiadła się Kate. Dawid od razu wiedział, że chcemy poplotkować jak to przyjaciółki, dlatego poszedł do jakiegoś sklepu. Pierwsze co zauważyła moja przyjaciółka była błyszcząca bransoletka.
- O ty! Naduś, skąd wytrzasnęłaś taką bransoletkę? 
- Dostałam od Dawida na dowód jego miłości do mnie kilka godzin temu. 
- Ojej, jakie to słodkie. Śliczna jest. 
- Dziękuję. Kate... Słuchaj... Powiedz mi... Czy Jake nadal się na mnie gniewa?
- Raczej nie... Ale...
- Nadal coś do mnie czuje?
- Tak...
     Dawida kochałam nad życie, jednak szkoda mi było Jake'a. Nie rozmawiałam z nim od prawie 3 miesięcy. Wiedziałam, że bardzo cierpi, po tym jak wybaczyłam Dawidowi i wybrałam jego, ale nie wiedziałam jak naprawić znajomość z Jake'em.
- Skarbie! - zawołał Dawid - Już nasz samolot, chodź.




piątek, 21 września 2012

W miłości - IX

IX
     Tym razem wstałam trochę później niż zwykle, bo aż o dziesiątej. Może to dlatego, że była już sobota i mogłam spokojnie się wyspać. Kate już dawno wstała. Siedziała na jednej z jej puf i patrzyła się na mnie. 
- Ojej, jak długo spałam. - powiedziałam.
- No co ty. Jest dopiero dziesiąta. Wiesz o której ja wstaję w weekendy? Dzisiaj tylko tak wyjątkowo. No kochana zjedz coś bo marnie wyglądasz.
     Poszłyśmy do kuchni, aby zjeść śniadanie. Kate zrobiła naleśniki, które trochę różniły się od polskich. Były one zrobione z kukurydzianej mąki, polane syropem klonowym. Bardzo mi smakowały. Polepszyły mi humor. Po śniadaniu obejrzałyśmy jej zdjęcia z dzieciństwa. Później poszłam wziąć szybki prysznic. Czas tak szybko leciał, że była już pora na obiad. Zrobiłam więc gołąbki. Katherine pierwszy raz je jadła, ale bardzo jej smakowały. Była już piętnasta dwadzieścia. Ubrałam się więc w najlepsze ciuchy i wzięłam strój kąpielowy. Przed szesnastą przyszedł po mnie Jackob.
- Młoda, nie szalej tam za bardzo z moim bratem. - zaśmiała się Kate.
- Cicho bądź! - krzyknął Jake.
     Pogoda była piękna. Było słonecznie i wiał wiatr. Świetne warunki na surfing. Już prawie byliśmy na miejscu.
- Nadio, ślicznie dzisiaj wyglądasz. - uśmiechnął się Jake.
- Dziękuję. - odparłam - Cieszę się, że dzisiaj mogłam się z tobą spotkać. 
- Ja też. - cmoknął mnie w czoło - Ooo właśnie jesteśmy na miejscu. Masz ze sobą strój kąpielowy?
- Tak, jasne.
- To tutaj się przebierz. Ja będę czekał tam przy tej restauracji. 
- Okej.
     Przebrałam się. Tak się stresowałam, że trzęsły mi się nogi. Nigdy przedtem nie miałam do czynienia z surfingiem. Wyszłam z szatni i poszłam w stronę Jackoba. Jego ciało było pięknie zbudowane...
- Łał! Nadia jaką ty masz świetną figurę. - powiedział.
- Naprawdę? Dziękuję.
- Serio. Jaka z ciebie laska. - w tym momencie objął mnie.
     Poszliśmy w stronę oceanu. Tam czekała na nas zielona deska. Za pierwszym razem bałam się na nią wejść. Jednak za drugim razem odważyłam się i weszłam. Jake cały czas mnie asekurował. W oddali zauważyłam siedzącego Dawida ze swoim kolegą. Patrzyli się w moją stronę. Udawałam, że ich nie widzę. Jednak postanowiłam odegrać parę scen, aby Dawid był zazdrosny...
- Hmm... Jake? - zapytałam.
- Tak Naduś? 
- Mógłbyś mnie mocniej objąć, bo zaraz wpadnę?
- Jasne. Jeszcze się pytasz?
- Aaah! - plusnęłam do wody - Ja się topię!
- Mała, spokojnie. Już cię trzymam.
     I w tym momencie zaczęliśmy się obejmować. Jake patrzył mi w oczy i odgarniał włosy.
- Nadio... Wiem, że może być to za szybko... Ech... Czy mógłbym cię pocałować? 
- Tak. - odparłam. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale za wszelką cenę chciałam wzbudzić zazdrość w Dawidzie. Wiem, że źle postępowałam, że nie było to fair w stosunku do Jake'a. 
     Jake objął mnie jeszcze mocniej. Jego twarz zaczęła powoli zbliżać się do mojej. Już prawie nasze wargi zetknęły się, gdyż nagle pojawił się Dawid i uderzył Jake'a pięścią w twarz.
- TY OŚLE! - krzyknął Dawid - Nie powinieneś tego robić! Ona jest moja. Ja ją kocham nad życie! Wszystko bym dla niej zrobił! 
- Tak? Właśnie psujesz jej romantyczną chwilę, ty matole!
- Chyba sobie, nie jej!
- Spadaj! Rozumiesz? Bo jak nie...
- To co?
- To! - w tej właśnie chwili Jackob rzucił się na Dawida. Zaczęli się bić.
- Nie! Proszę przestańcie. - rzekłam. Jackob był lekko posiniaczony, natomiast Dawid mocno zakrwawiony i tracił przytomność. - Jackob! Przestań, zabijesz go! Koniec randki! 
- Dzięki koleś! - i znowu uderzył Dawida.
- Dawid! Matko, żyjesz?! - krzyknęłam przerażona.
     Ludzie na plaży widzieli całą sytuację. Było mi trochę wstyd. Przyjechała karetka pogotowia. Ratownicy wzięli Dawida na noszach do karetki. Chciałam jechać razem z nim, lecz nie dostałam pozwolenia. Dlatego złapałam najbliższą taksówkę i pojechałam do szpitala. Czekałam zestresowana w korytarzu, czekając na odpowiedź, czy będzie żył. Uświadomiłam sobie, że jednak go kocham. Mimo wszystko. Nie wiem co by się ze mną stało, jakby nie przeżył. Po dwugodzinnym czekaniu, lekarz za zgodą Dawida pozwolił mi wejść do niego.
- Dawid. - zaczęłam płakać - Przepraszam, nie powinnam była tego robić. Wzbudzać zazdrość w tobie. Ale ja cię kocham mimo wszystko. 
- Też cię kocham. To ja przepraszam. Nie powinienem tak reagować. A z tą Jenną. Ja próbowałem ją odepchnąć, to ona się z tym pocałunkiem do mnie rzuciła. Ona po prostu była o nas zazdrosna. Przysięgam.
- Wierzę ci. Jak mogłam nawet pomyśleć. Przecież my mówimy sobie zawsze prawdę, kochamy się...
- Już spokojnie. Wszystko sobie wyjaśniliśmy.
     Zaraz potem schyliłam i zaczęłam go całować. Wiedziałam, że on jest tym jedynym...


czwartek, 19 lipca 2012

,,W miłości'' - VIII

VIII
     Na nic w tej chwili nie miałam ochoty. Leżałam rozpłakana w łóżku myśląc, dlaczego on mi to zrobił. Tata wszedł do pokoju i chyba zorientował się o co chodzi. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Był trochę skrępowany, jak prawie każdy ojciec pocieszający swoją córkę w tych sprawach miłosnych.
- To przez tego typa? - zapytał. Lecz ja nie umiałam mu odpowiedzieć, nie mogłam wymówić żadnego słowa. - Już spokojnie. Chodź, zrobiłem ci obiad.
     Zeszłam na dół do kuchni by zjeść obiad. Wiedziałam, że zrobił kotlety schabowe to było jedyne danie obiadowe, które potrafił zrobić. Fakt, dobrym kucharzem nie był. W całej kuchni ładnie pachniało, lecz nie byłam głodna. Jednak z grzeczności usiadłam i zjadłam cały obiad. Po skończeniu posprzątałam po sobie i po tacie.
- Tato? - zapytałam.
- Tak córeczko?
- Znasz Kate? Moją koleżankę ze szkoły. Zaprasza mnie dzisiaj do siebie na noc... Mogłabym iść?
- Jasne rozerwij się troszkę. Poza tym spędzisz więcej czasu z koleżanką. Bo ostatnio spotykałaś się tylko z Da... - i tu się zaciął. Nie chciał dokańczać ostatniego słowa. Zauważył moją minę.
- Dziękuję, więc ja za chwilkę wyjdę, tylko się spakuję.
- Dobrze.
     Poszłam na górę spakować się. Gdy już to zrobiłam sięgnęłam po telefon i... zobaczyłam, że mam 20 nieodebranych połączeń. Okazało się, że był to Dawid. Tak, oczywiście chciał wszystko mi wyjaśnić. Tak naprawdę nie miałam na to czasu, na jego kłamstwa. Zeszłam ponownie na dół by założyć buty i wyszłam z domu. Padał właśnie deszcz i grzmiało. Idealnie dopasowana pogoda do mojego nastroju. Nagle zauważyłam, że jakaś ciemna postać szła ku mnie. Przestraszyłam się. Zaczęłam szybciej iść, gdyż nagle ktoś położył mi dłoń na ramieniu, ja gwałtownie odskoczyłam. Okazało się, że był to Dawid.
- Nadia... Dzwoniłem do ciebie. Nie odbierałaś.
- Nie słyszałam. Chociaż nawet jak bym słyszała nie odebrałabym od ciebie, a teraz przykro mi, ale muszę już iść. - odwróciłam się tyłem do niego.
- Nadia, ja cię kocham - powiedział tak seksownym głosem, że nogi mi się zadrżały. Jego słowa były naprawdę miłe, chociaż nie wiedziałam czy mówi prawdę. Też go kochałam, a jednocześnie nienawidziłam. Nic mu na to nie odpowiedziałam, wciąż stałam do niego tyłem. - Przepraszam ja...
- Przestań! - przerwałam mu, jednocześnie odwracając się do niego - Jak możesz kłamać mi, że mnie kochasz skoro nie byłeś co do mnie szczery. Dawid, nie zamierzam z tobą rozmawiać.
- Nadia, ja naprawdę jej nie chciałem pocałować. Ona nic dla mnie nie znaczy, rozumiesz? Rzuciła się na mnie i mnie przyciągnęła do siebie. Ja próbowałem ją odepchnąć. Ona nie jest w moim typie. Proszę, skarbie wybacz mi, że akurat się tak stało, ja jej nie kocham rozumiesz?
- A jednak ją pocałowałeś. Nie kłam mi w żywe oczy, widziałam co się stało. I w ogóle nie mów do mnie skarbie. To już koniec! Jest wiele chłopaków oglądających się za mną. Nie zasługuję na takiego jak ty. - Dawid osłupiał. Na jego twarzy malował się smutek, a także złość. Pierwszy raz zauważyłam, że poleciała mu łezka.
     W tej właśnie chwili rozpłakałam się i pobiegłam w stronę domu Katherine. Mieszkała kilka przecznic dalej. Gdy wreszcie dotarłam zapukałam do jej drzwi. Otworzył mi drzwi jakiś młody chłopak. Był starszy ode mnie i ładnie zbudowany. Był to ciemny blondyn z ciemnymi oczami.
- Wow! - powiedział - Bardzo ładna z ciebie laska. O wiele ładniejsza niż opowiadała mi Kate. Ach przepraszam. Zupełnie zapomniałem. Jestem Jackob, brat Kate. Mów mi Jake.
- Miło mi, a ja jestem Nadia.
- Co się stało? Dlaczego taka piękna buźka jest smutna?
- Jake, ty debilu! Uspokój się, daj jej spokój, miałeś już wyjść z kolegami! - krzyknęła Kate.
- Chciałem tylko zobaczyć tą twoją piękną koleżankę. Naduś, nie mam jutro nic w planach, dlatego chciałabyś umówić się ze mną? Poszlibyśmy na surfing. Umiesz? Bo jeżeli nie to bym cię nauczył.
- Jake! Ona ma chłopaka do cholery! - rozzłościła się.
- Już nie mam. - odpowiedziałam - Chętnie z tobą pójdę. - Zauważyłam, że Jake rozpromienił się.
- Więc się widzimy jutro, np. o 16?
- Tak. - po mojej odpowiedzi Jake wyszedł, a Kate popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Co się dzieje? 
     Poszłyśmy do jej pokoju i opowiedziałam o wszystkim co się dzisiaj stało. Zajęło mi to trochę czasu.
- Nadia... Ooj... Tak mi przykro, ale może on faktycznie nie chciał jej pocałować. Jak faktycznie tak mówi, to może to jest prawda?
- Nie sądzę. - odparłam.
- Kochana może powinnaś mu zaufać.
- Ja już straciłam zaufanie do niego...
- Ooj kochana. - pocałowała mnie w czoło - Czy mój brat ci się spodobał? Tak od razu się z nim umówiłaś?
- Hmm... Powiem ci, że niezłe z niego ciacho. - zaśmiałam się, pierwszy raz w tym dniu - Tak, a co mam do stracenia?
- No Dawida. Jeżeli was zobaczy?
- Ja już nie jestem z Dawidem. Tak naprawdę wisi mi to czy nas zobaczy czy nie. Chociaż fajnie by było, poczuł by się zazdrosny.
     Po długich rozmowach przebrałyśmy się w piżamy i zaczęłyśmy oglądać jakąś ciekawą komedię...

sobota, 7 lipca 2012

''W miłości'' - VII

VII
- Pobudka!!!
     Krzyk ten tak mnie przeraził, że gwałtownie wstałam z łóżka.
- Tato... - odpowiedziałam ze zmęczeniem - Mogłeś mnie obudzić w inny sposób... Ojej... Która jest godzina?
- Nie mogłem w inny sposób bo jestem na ciebie zły. Jesteś już spóźniona do szkoły. Jest 8.30. Ale to nie tylko przez to jestem zdenerwowany, ale przez to o której wróciłaś do domu. Czy ty w ogóle zdajesz sobie z tego sprawy, że to jest późna godzina? O tej nawet powinnaś wstawać! A ten twój nowy chłopak także nie jest niewinny. Przy najbliższej okazji porozmawiam z chłopakiem i to na poważnie.
- Tato, przepraszam, nie zmierzałam przyjść o tej porze. Po prostu straciliśmy poczucie czasu. 
- Okey, ale następnym razem uprzedźcie mnie jeżeli będziecie zamierzali przyjść później... Chociaż jak na następny dzień macie iść do szkoły to maksymalnie do 00.00... Bo nawet nie wiesz jak się martwiłem.
- Ok tato.
     Gdy tata wyszedł z pokoju, sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do Dawida.
- Halo?
- Dawid? Jesteś może w domu?
- Tak. Dobrze, że mnie obudziłaś. Już po ciebie idę, bo za kierownicą to chyba zasnę.
- Okey. - zaśmiałam się. - No to do zobaczenia.
- Do zobaczenia skarbie.
     Przygotowałam więc się do szkoły. Po paru minutach do drzwi zapukał Dawid. Zeszłam na dół, by mu otworzyć. Niestety przede mną był tata. Wiedziałam już co zrobi. Moje przypuszczenia potwierdziły się...
- Witam. Przyszedłem po pańską córkę.
- Po co żeby znów ją gdzieś wziąć i nie przyjść o przyzwoitej porze?!
- Ach... - Dawid się zawstydził - Chciałem pana przeprosić. To tak naprawdę tylko moja wina. Nie powinienem tyle z nią wtedy przebywać. Odprowadzić ją o odpowiedniej porze. Naprawdę przepraszam. Nigdy to już się nie powtórzy.
- Mam nadzieję. - odpowiedział surowo tata.
- Nie! - krzyknęłam - To też moja wina.
- Nie ważne kogo, ale ta sytuacja ma się więcej nie powtarzać.
     Po tej rozmowie, poszliśmy razem z Dawidem do szkoły. Trzymaliśmy się za ręce całą drogę. 
- No więc już jesteśmy. - powiedziałam - To ja pójdę do swojej klasy, tobie też radzę. - uśmiechnęłam się.
- Dobra, więc spotykamy się później.
     Na pożegnanie Dawid pocałował mnie romantycznie i poszedł w swoją stronę. Ja tymczasem zmierzałam do klasy. 
Lekcja była nudna, jak każda matematyka. Gdy zadzwonił dzwonek poszłam wraz z Kate na lunch. Usiadłyśmy na swoich tradycyjnych miejscach.
- Powiedz jak tam wczoraj na randce z Dawidem?
- Wiesz Kate... Wspaniale! Och dużo by tu opowiadać.
- Cieszę się. Hmm, opowiesz mi może dzisiaj wieczorem? Chciałabym cię dzisiaj zaprosić do siebie na taką małą piżamę party. Będziemy w sumie tylko we dwie. Chata będzie wolna, bo rodziców nie będzie. Mają pojechać na jakąś imprezę dobroczynną. Pooglądamy jakiś film, będą przekąski i takie tam. Muszę spędzać trochę więcej czasu z kumpelą.
- Och, chętnie. - uśmiechnęłam się.
     Niestety naszą rozmowę przerwała Jenna... Miała wyraźnie skwaszoną minę.
- Nadia, czy mogłybyśmy porozmawiać?
- O czym? - parsknęłam.
- Dowiesz się jak ze mną pójdziesz.
     Nic nie miałam do stracenia, więc poszłam za Jenną. Poszłyśmy do łazienki.
- Słuchaj Nadia. Nie wiem jak ci to powiedzieć...
- Wal.
- Dawid nie jest szczery co do ciebie.
- W sensie? Co masz na myśli?
- On cię zdradza.
     Przez chwilę zrobiło mi się źle. Dziwnie było usłyszeć te słowa.
- On? Niby z kim?
- Ze mną. 
- Co?! 
- Tak. Taka jest prawda. Spotykałam się z nim już wcześniej. Jeszcze przed tym jak przeprowadziłaś się do tego miasta. Jak się dowiedziałam, że kręciliście ze sobą, wkurzyłam się. Ale wyjaśniliśmy sobie parę spraw. Wybaczyłam mu. I chciałam w związku z tym powiedzieć ci żebyś dała z nim spokój. To nie jest facet wart ciebie. On woli takie jak ja.
- Nie żartuj sobie w tej chwili. On by mi powiedział.
- Widocznie nie znasz go na tyle dobrze.
- Mów sobie, wmawiaj. Nie mam zamiaru więcej z tobą rozmawiać.
     Wyszłam z łazienki, trzaskając za sobą drzwi. Byłam tak zła na tą kruczoczarną, pustą dziewczynę. Poszłam więc na dziedziniec szkoły by usiąść na ławce w samotności. Nie wierzyłam jej. 
     Zadzwonił dzwonek. Wstałam więc i kierowałam się ku drzwi, gdzie odbywała się ostatnia lekcja. Szłam przed siebie, aż nagle gdzieś w rogu zobaczyłam całującego się Dawida z Jenną. Z trudem powstrzymywałam łzy napływające mi do oczu. Miałam zamiar udusić Dawida, a jednocześnie płakać. Ból był tak dotkliwy, że miałam ochotę wyjść z tej szkoły. Pobiec gdzieś daleko, byle nie patrzeć na tę scenę. Widocznie Dawid zauważył, że stałam tuż obok. Oderwał się od Jenny i zmierzał ku mnie. Ja rozpłakana pobiegłam na lekcję. W tej chwili nie miałam ochoty na niego patrzeć. 
     Gdy ostatnia lekcja się skończyła pobiegłam do domu. Nadal łzy spływały mi po policzkach. Uświadomiłam sobie, że nienawidzę Dawida i nie chcę już go widzieć na oczy. Nic gorszego nie mogło mi się przydarzyć...


środa, 27 czerwca 2012

''W miłości'' - VI

VI
  Dawid miał przyjść po mnie około 18.00, a ja wciąż nie byłam gotowa. Chciałam tego dnia jak najładniej wyglądać. Założyłam swoją jasną koronkową sukienkę i czarną kurtkę, ponieważ na dworze było wyjątkowo chłodno. Swoje włosy postanowiłam zakręcić, a później niedbale spiąć. Zrobiłam sobie mocniejszy makijaż niż zwykle, jednak nie była to jedna z tych ''tapet''. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Zeszłam szybko na dół, aby otworzyć. Był to mój ukochany przystojniak. Zdawało mi się, że osłupiał.
- Cześć kochanie! - pocałowałam go delikatnie.
- Cześć skarbie! - odpowiedział - Wow... Brak mi słów, jak ty pięknie wyglądasz. Nadio, naprawdę nie musisz się dla mnie tak stroić. Nie ważne jak wyglądasz, ważne, że jesteś ze mną. Zawsze będziesz mi się podobała. No, ale za to będę mógł się pochwalić moją modelką. - pocałował mnie namiętnie. 
- Pomyślałam, że przedstawię cię tacie.
- Chętnie... Tylko się strasznie stresuję.
- Nie martw się. On nie gryzie. - uśmiechnęłam się do niego.
     Przeszliśmy do dużego pokoju, bo tam właśnie siedział mój tata, który oglądał mecz. Podeszliśmy do niego, a on oderwał wzrok od telewizora. 
- Tato. Mówiłam ci już o chłopaku, z którym chodzę od całkiem niedawna. To jest Dawid. Dawid poznaj mojego tatę. - powiedziałam.
- Miło mi. Nadia dużo o panu mówiła. Ma szczęście, że ma tak dobrego ojca.
- Także mi miło ciebie poznać. 
     Przed wyjściem z Dawidem do kina, rozmawialiśmy trochę z tatą. Widać było, że ojciec był jeszcze nieufny co do Dawida, jak to każdy tata. Wypytywał go o różne rzeczy, między innymi jakie ma zainteresowania, co woli w wolnych chwilach, jak się uczy. Jednak bez problemu tata wypuścił mnie na randkę z moim skarbem.
Film zaczynał się o 18.30. Ledwo zdążyliśmy. Daliśmy bilety u usiedliśmy na miejscach. Film zaczął się.
- Nadia, eej, skarbie spokojnie. - przytulił mnie - To nie jest aż tak straszny horror. Jak coś jestem tutaj przy tobie.
- Okej. Przepraszam cię Dawid, nie oglądam horrorów i tak jakoś się ze mną dzieje.
     Film trwał. W tym samym momencie popatrzeliśmy się na siebie. Patrzyłam w jego głębokie zielone oczy. W pewnej chwili nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Czułam zapach jego słodkich perfum. Zapach przy którym nie umiałam się skupić i myśleć. Nagle zapragnęłam, żeby przestały nas dzielić jakieś centymetry. On chyba pomyślał o tym samym, bo nagle jego usta znalazły się na moich w tej samej sekundzie. Na początku całowaliśmy się delikatnie. Z czasem nasze wargi zaczęły ze sobą współpracować, całowaliśmy się coraz namiętniej. Delikatnie przejechał swoim języczkiem po moich wargach. Ja odpłaciłam się tym samym. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Chciałam być z nim jak najdłużej, tu i teraz. Byłam szczęśliwa jak nigdy dotąd. Po chwili oboje lekko odsunęliśmy się od siebie. Patrzył na mnie tak słodko, ze nie mogłam oderwać od niego wzroku. Nawet w ciemności widziałam jego błyszczące się oczy. Najwidoczniej ten wyjątkowy pocałunek spodobał mu się tak jak mi.
     Po chwili zapaliły się światła. Byłam zdziwiona, że film już się skończył. Byłam tak wpatrzona w Dawida, że nawet nie zwracałam uwagi na fabułę. Gdy wyszliśmy z kina na zewnątrz, zaczął padać deszcz. Na szczęście Dawid miał parasolkę. Gdy ją rozłożył, wziął mnie za rękę i szliśmy przed siebie. Przez całą drogę nie potrafiliśmy nic powiedzieć. To przez ten pocałunek. Wreszcie skarb zaproponował mi, abyśmy poszli do jednej z najlepszych restauracji w New Jersey. Usiedliśmy przy oknie, z którego można było zobaczyć nasz piękny ocean. Byłam oczarowana tym miejscem, wiedział, że mi się podobało. Do stołu podszedł kelner, by nas obsłużyć. Dawid zamówił specjalne danie dla obojgu... Nie wiedziałam co to jest. 
- Dawid... Ja nie wiem jak ty to robisz, ale każde miejsce w które mnie przyprowadzasz... Jestem po prostu oczarowana.
- Się wie. - uśmiechnął się łobuzersko - Nadio... Ten pocałunek w kinie był... Hmm... Niesamowity. Nie umiem opisać tego uczucia. Ten pocałunek był inny niż każdy inny. Wiem, że to dziwnie brzmi...
- Ciii... - przerwałam mu - Możemy to powtórzyć.
     W tej samej chwili przybliżyłam się do niego. On odgarnął moje włosy i zaczęliśmy się całować. Niestety tą piękną chwilę przerwał kelner, który uśmiechając się do nas podał danie, które zamówił Dawid. 
- Mmm co to jest? - zapytałam.
- Zamknij oczy. - odpowiedział.
Zrobiłam więc tak jak poprosił Dawid. Poczułam jakiś piękny zapach. Otworzyłam usta. Skarb włożył mi do  ust kawałek ciepłej szarlotki z czekoladą. Bardzo mi posmakowało. Otworzyłam oczy i powiedziałam.
- Kochanie, ależ to jest pyszne. To szarlotka... Mmm uwielbiam. Dawid ty znasz mnie lepiej niż myślałam. Wiesz co lubię.
- Wiem, wiem. A teraz jedz. Musisz mieć siłę, żeby jeszcze do domu wrócić.
Gdy zjedliśmy, Dawid wziął mnie za rękę i poszliśmy na plażę, w te miejsce, w którym pierwszy raz pocałowałam się z moją drugą połówką. Dalej stał mały domek. Dawid zaprowadził mnie do niego.
- Tutaj przesiadywałem zawsze po szkole, gdy byłem mały. Zbudowałem go razem z dziadkiem, z jakieś 10 lat temu. To moja jedyna pamiątka po nim. Zmarł, gdy miałem 7 lat... Był jedynym dziadkiem jakiego znałem, pozostali zmarli gdy jeszcze nie przyszedłem na świat.
- Och... - nie wiedziałam co powiedzieć - Tak mi przykro.
- Mi też. No, ale trzeba żyć dalej.
     Przytuliłam go mocno. Było mi go szkoda. Poczułam w tej chwili to samo co on... Przypomniała mi się mama. Te lata spędzone z nią.
- Od dzisiaj ten domek będzie nasz. - powiedział - będziemy często tutaj chodzić.
- Dawid, jesteś taki kochany i wrażliwy... - spojrzałam mu w oczy - Kocham cię.
- Ja ciebie też Nadio. - przytulił mnie - Choćbym nie wiem co się stało, zawsze będę cię kochać.
Byłam wzruszona jego słowami. Przez jakiś czas siedzieliśmy w tym domku, rozmawialiśmy o wszystkim. Nawet nie wiem kiedy, zrobiło się jasno. Przestraszyłam się, bo tego samego dnia mieliśmy iść do szkoły. Po paru minutach Dawid odprowadził mnie i na pożegnanie obdarzył mnie romantycznym pocałunkiem. Chociaż  do lekcji zostały zaledwie 3 godziny, położyłam się, aby się zdrzemnąć.

wtorek, 26 czerwca 2012

''W miłości'' - V

V
     Nazajutrz obudziłam się wcześniej, bo aż o 6.00. Byłam w bardzo dobrym nastroju. Uśmiech rozpromieniał mi twarz. Poszłam do kuchni, aby zrobić sobie śniadanie. Chociaż byłam głodna, nie mogłam niczego przełknąć. Chyba godzinę wpatrywałam się na jajecznicę, jednak ją zjadłam. Później umyłam się i ubrałam w          jeansowe szorty i bluzkę z adidasa. W pewnej chwili ktoś zaczął rzucać kamieniami w okno od mojego pokoju. Wyjrzałam, żeby zobaczyć kto to. I właśnie w tej chwili serce zaczęło mi szybciej bić. To był Dawid, który uśmiechnął się na mój widok.
- Dawid co ty wyprawiasz? - zapytałam.
- Pomyślałem, że pojedziemy razem do szkoły. - uśmiechnął się.
- Chętnie. - odwzajemniłam uśmiech - Zaraz zejdę.
     I w tej chwili wszedł mój tata...
- Nadio, co tutaj się dzieje? Słyszałem jakieś hałasy.
- To nic tato, niechcący spadły mi moje perfumy - skłamałam.
- No dobrze. To ja już wychodzę, bo praca na mnie czeka. Powodzenia w szkole.
- Dzięki.
     Po chwili zeszłam na dół i wyszłam, żeby spotkać się Dawidem. 
- Hej! - przywitał się ze mną i pocałował mnie namiętnie - Mmm... Wyglądasz niesamowicie.
- Hej! Dziękuję. Cieszę się, że po mnie przyjechałeś. - powiedziałam.
- Od dzisiaj będę po ciebie, czy przyjeżdżał, czy przychodził, abyśmy razem jechali, szli do szkoły.
- Pasuje mi to. - pocałowałam go - Hmm... Czym po mnie przyjechałeś?
- Samochodem, a jak. Niebieskim porsche - pochwalił się.
- O ty, skąd wziąłeś na niego kasę? - byłam w szoku.
- Baa, sie ma znajomości itd. - zaśmiał się.
     Weszliśmy do samochodu. Przez całą drogę nie mogłam spuścić wzroku z Dawida. Przyjechaliśmy pod szkołę 7.50. Gdy wyszliśmy z samochodu, Dawid wziął mnie za rękę. Widziałam wzroki innych dziewczyn... Widać, że były zazdrosne. 
     Do lekcji zostało jeszcze 10 minut, więc usiedliśmy z Dawidem na jednej z ławek stojących w naszej szkole, na dworze między roślinami. Wziął mnie na kolana.
- Nadia, czy zechciałabyś iść ze mną dzisiaj do kina? 
- Chętnie. Na jaki film?
- ''Koszmar w lesie''.
- Haha to wiele wyjaśnia. Pewnie to horror - zaśmiałam się.
- Tak.
- Wiesz, że nie lubię oglądać horrorów, boję się, cwaniaku. - pocałowałam go w czoło - Będę w takim razie  cały czas w twoich objęciach.
- No a jak - pocałował mnie. 
     Zadzwonił dzwonek na lekcje. Poszłam więc do klasy, w której właśnie odbywała się fizyka. Podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Była szczupła i wysoka. Miała na moje oko jakieś 170-175 cm wzrostu. Jej długie, kręcone włosy sięgały jej do pasa. To jedna z tych tapeciar... Od razu nie przypadła mi do gustu.
- Złotko, może byś przesunęła swoje cztery literki trochę dalej, bo ja tu siedzę.
- Ławki nie są podpisane - odburknęłam.
- Nawet mnie nie prowokuj, bo te twoje gadanie skończy się źle. 
     Usiadłam więc gdzie indziej. Nie chciałam, żeby ta dziewczyna popsuła mi tak pięknego dnia. Usiadłam więc koło ładnej rudej dziewczyny, która miała na sobie okulary ''kujonki''. Po chwili odezwała się do mnie...
- Nie przejmuj się nią. To Jenna. Podobał jej się kiedyś Dawid West. Ale ją odrzucił, nie była w jego typie. Zresztą się nie dziwię... Ma taki charakterek, że szkoda gadać. 
- Nie przejmuję się wcale. - oparłam - Dzięki za informacje o niej.
- Nie ma sprawy. Tak w ogóle nazywam się Anya. 
- Miło mi. Ja Nadia.
- Powiedz w ogóle jak tam New Jersey?
- W porządku... 
- Anya i Nadia proszę o ciszę, albo obydwie polecicie za drzwi! - krzyknął nauczyciel.
Po szkole poszłam do domu, żeby się ogarnąć, bo zaraz potem miałam iść na randkę z Dawidem...


poniedziałek, 26 grudnia 2011

,,W miłości'' - IV

IV
     Następnego dnia, na przerwie poszłam z Kate na stołówkę zjeść lunch. Niedaleko nas siedział Dawid ze swoimi kolegami. Co chwile zerkał na mnie. Zrobiło mi się bardzo miło. Po krótkim czasie poszłam po picie. W pewnym momencie Dawid niechcący oblał mnie napojem.
- Ooch... - wydusił - Przepraszam... Nie chciałem.
- Nic się nie stało. - pocieszyłam.
- Chodź pójdziemy do łazienki, zaraz pomogę ci zmyć plamę.
     Czułam, że wszyscy się na nas patrzą. W sumie się nie dziwię, bo Dawid był jednym z najładniejszych chłopaków w szkole. Razem wyszliśmy ze stołówki. W czasie drogi cały czas na niego patrzyłam. Gdy już wreszcie dotarliśmy do łazienki, Dawid zażartował:
- No to Nadia, zdejmuj koszulkę, zaraz ją wyczyścimy.
- Haha. - zaśmiałam się - Chciało by się.
- Oczywiście. - uśmiechnął się łobuzersko - Chodź wytrę ci tę koszulkę. Hmm... I jak tam ci się podoba w New Jersey?
- Trudno powiedzieć, ponieważ jeszcze nie zwiedzałam okolicy. - odparłam.
     Nagle zadzwonił dzwonek na lekcje. Musiałam szybko iść, ponieważ tego dnia miałam mieć jakiś sprawdzian z angielskiego.
- Przepraszam. Muszę już zwijać. Do zobaczenia - powiedziałam.
- Czekaj! Chciałem tylko...
     Niestety nie usłyszałam co chciał powiedzieć. Poszłam szybko na lekcje. Usiadłam koło Kate, a ta pierwsza zagadała.
- No hej. Gdzie ty z nim byłaś? - patrzyła na mnie podejrzanie.
- W łazience. Wiesz... Chłopak chciał mi wytrzeć koszulkę.
- Uhuh, gorąco. - zaśmiała się.
- Panno Katherine! Proszę zachować ciszę podczas sprawdzianu. - krzyknęła nauczycielka.
     Po długich godzinach w szkole, gdy wychodziłam z budynku, usłyszałam czyjś głos. Był bardzo seksowny i przyjemny. Wiedziałam już, że to Dawid. Wołał mnie. Zatrzymałam się więc, i odwróciłam w jego stronę.
- Nadia, cześć! - powiedział wesoło.
- No hej, co się stało? Cały zadyszany jesteś.
- To przez to, że biegłem, aby cię zatrzymać.
     Zaśmiałam się, że tak się poświęcił.
- Chciałem... Hmm... Chciałem się zapytać... Czy dasz się namówić na mały spacerek? W ramach tego, że cię oblałem. Pokarzę ci przy okazji okolicę.
- Och Dawid. Z wielką przyjemnością. - ucieszyłam się.
     Znowu poczułam, że wszyscy na nas patrzą. Tym razem nie zwracałam na to jakiejś większej uwagi. Dawid pokazał mi parę fajnych miejsc. Rozmawialiśmy trochę, pośmialiśmy się. Dowiedziałam się od niego parę ciekawych rzeczy. Że jest kapitanem w piłce nożnej, że w wolnych chwilach jeździ na motorze. Nawet nie wiem kiedy, zrobiło się ciemno. Zaprowadził mnie do jakiegoś pięknego miejsca na plaży. Dalej rosły zielone rośliny oraz kolorowe kwiaty. Na niebie świeciło chyba z tysiąc gwiazd i była pełnia. Byłam bardzo oczarowana tym miejscem. W pewnym momencie poczułam, że coś mnie złapało. Był to Dawid.
- Chcesz się pokąpać? - uśmiechnął się łobuzersko.
Wziął mnie na ręce i wrzucił do oceanu.
- Ty gnojku! - krzyknęłam na niego - Mam całe ciuchy mokre. - zaczęłam się śmiać.
- Ooj tam, ooj tam. Nic się nie stało.
     Złapałam go i zaczęłam go ochlapywać. Bardzo dobrze się przy tym bawiłam. Po paru minutach, wyszliśmy z wody i usiedliśmy na piasku.
- Nie zimno ci? - zapytał.
- Troszkę. - odparłam.
     Po tym słowie oddał mi swoją suchą bluzę i okrył mnie ją.
- Piękne jest te miejsce. Często tu przychodzisz? - zapytałam.
- Wiem, że piękne. Tak, przychodzę tu czasami. Żeby na przykład pomyśleć. Jesteś właśnie pierwszą osobą, którą tutaj przyprowadzam.
- Ooch... Naprawdę. - uśmiechnęłam się - Nawet nie wiesz jak mi teraz jest miło.
- Mi też jest miło, że koło mnie siedzi tak wspaniała i piękna dziewczyna.
     Po tych słowach zarumieniłam się. W tej chwili patrzyłam się na jego piękne zielone oczy... Po jego minie zrozumiałam, że chce coś mi powiedzieć. Wreszcie wydobył z siebie głos i powiedział:
- Nadio, bardzo mi się podobasz...
     Serce mi zadrżało. Zauważyłam, że patrzył się na mnie inaczej niż dotąd. W pewnej chwili ujął moją twarz w dłonie. Zaparło mi dech w piersiach. Jego twarz powoli zbliżała się do mojej. Jego wargi delikatnie dotknęły moich. Moje usta zapłonęły, a wargi rozwarły się. Zaczęłam niemalże dyszeć, a palcami wspięłam się we włosy Dawida, by przyciągnąć go bliżej siebie. Jego cudowny zapach mącił mi w głowie. Myślałam, że czas zwolnił. Czułam się tak jak nigdy dotąd, nie umiem tego opisać. Chciałam jak najdłużej cieszyć się tą chwilą.
     Po chwili delikatnie się od siebie odsunęliśmy. Po tej pięknej chwili byłam w stanie wypowiedzieć tylko:
- Wow...
     Patrzyłam mu głęboko w oczy, a on mi. Przez chwilę milczeliśmy. Nic nie mogliśmy z siebie wydusić, aż wreszcie Dawid odezwał się:
- Uh, Nadia... Świetnie całujesz.
     Zaśmiałam się po czym tym razem ja przysunęłam go do siebie i drugi raz się pocałowaliśmy. Tym razem był bardziej namiętny. Podobał mi się.
- Dawid... Ty także mi się podobasz. - wyznałam.
     W pewnej chwili poczułam, że Dawid przysuwa mnie do siebie. Wziął mnie w objęcia. Czułam jego ciepło.
- Kocham cię. - powiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
- Ja ciebie też. - odparłam.
     Położyliśmy się razem na piasku. Moja głowa spoczywała na jego klatce. Patrzyliśmy w gwiazdy i uśmiechaliśmy się do siebie.
     Robiło się późno. Była już prawie północ. Dlatego Dawid postanowił mnie odprowadzić. Szliśmy uśmiechnięci trzymając za ręce przed siebie. Przez całą drogę milczeliśmy i patrzyliśmy się na siebie. Gdy już doszliśmy do mojego domu, Dawid pocałował mnie na pożegnanie. Tak szkoda mi było go opuszczać. Zanim odszedł, przytuliłam się do niego i wypowiedziałam słowa.
- Jesteś wspaniały.
- Ty jeszcze bardziej. - odparł - No dobra. Ja już zwijam. Dziękuję, że dałaś się namówić na spacer... Hmm... Randkę. - uśmiechnął się.
- To ja dziękuję, że mnie zaprosiłeś. To był mój najpiękniejszy dzień w życiu.
- Mój też. - musnął mnie w policzek - Do zobaczenia w szkole.
- Do zobaczenia, pa.
     Z trudem utrzymywałam równowagę. Ledwo doszłam do pokoju. Gdy już weszłam, położyłam się na łóżko i zakochana nie myślałam o niczym innym...