poniedziałek, 26 grudnia 2011

,,W miłości'' - IV

IV
     Następnego dnia, na przerwie poszłam z Kate na stołówkę zjeść lunch. Niedaleko nas siedział Dawid ze swoimi kolegami. Co chwile zerkał na mnie. Zrobiło mi się bardzo miło. Po krótkim czasie poszłam po picie. W pewnym momencie Dawid niechcący oblał mnie napojem.
- Ooch... - wydusił - Przepraszam... Nie chciałem.
- Nic się nie stało. - pocieszyłam.
- Chodź pójdziemy do łazienki, zaraz pomogę ci zmyć plamę.
     Czułam, że wszyscy się na nas patrzą. W sumie się nie dziwię, bo Dawid był jednym z najładniejszych chłopaków w szkole. Razem wyszliśmy ze stołówki. W czasie drogi cały czas na niego patrzyłam. Gdy już wreszcie dotarliśmy do łazienki, Dawid zażartował:
- No to Nadia, zdejmuj koszulkę, zaraz ją wyczyścimy.
- Haha. - zaśmiałam się - Chciało by się.
- Oczywiście. - uśmiechnął się łobuzersko - Chodź wytrę ci tę koszulkę. Hmm... I jak tam ci się podoba w New Jersey?
- Trudno powiedzieć, ponieważ jeszcze nie zwiedzałam okolicy. - odparłam.
     Nagle zadzwonił dzwonek na lekcje. Musiałam szybko iść, ponieważ tego dnia miałam mieć jakiś sprawdzian z angielskiego.
- Przepraszam. Muszę już zwijać. Do zobaczenia - powiedziałam.
- Czekaj! Chciałem tylko...
     Niestety nie usłyszałam co chciał powiedzieć. Poszłam szybko na lekcje. Usiadłam koło Kate, a ta pierwsza zagadała.
- No hej. Gdzie ty z nim byłaś? - patrzyła na mnie podejrzanie.
- W łazience. Wiesz... Chłopak chciał mi wytrzeć koszulkę.
- Uhuh, gorąco. - zaśmiała się.
- Panno Katherine! Proszę zachować ciszę podczas sprawdzianu. - krzyknęła nauczycielka.
     Po długich godzinach w szkole, gdy wychodziłam z budynku, usłyszałam czyjś głos. Był bardzo seksowny i przyjemny. Wiedziałam już, że to Dawid. Wołał mnie. Zatrzymałam się więc, i odwróciłam w jego stronę.
- Nadia, cześć! - powiedział wesoło.
- No hej, co się stało? Cały zadyszany jesteś.
- To przez to, że biegłem, aby cię zatrzymać.
     Zaśmiałam się, że tak się poświęcił.
- Chciałem... Hmm... Chciałem się zapytać... Czy dasz się namówić na mały spacerek? W ramach tego, że cię oblałem. Pokarzę ci przy okazji okolicę.
- Och Dawid. Z wielką przyjemnością. - ucieszyłam się.
     Znowu poczułam, że wszyscy na nas patrzą. Tym razem nie zwracałam na to jakiejś większej uwagi. Dawid pokazał mi parę fajnych miejsc. Rozmawialiśmy trochę, pośmialiśmy się. Dowiedziałam się od niego parę ciekawych rzeczy. Że jest kapitanem w piłce nożnej, że w wolnych chwilach jeździ na motorze. Nawet nie wiem kiedy, zrobiło się ciemno. Zaprowadził mnie do jakiegoś pięknego miejsca na plaży. Dalej rosły zielone rośliny oraz kolorowe kwiaty. Na niebie świeciło chyba z tysiąc gwiazd i była pełnia. Byłam bardzo oczarowana tym miejscem. W pewnym momencie poczułam, że coś mnie złapało. Był to Dawid.
- Chcesz się pokąpać? - uśmiechnął się łobuzersko.
Wziął mnie na ręce i wrzucił do oceanu.
- Ty gnojku! - krzyknęłam na niego - Mam całe ciuchy mokre. - zaczęłam się śmiać.
- Ooj tam, ooj tam. Nic się nie stało.
     Złapałam go i zaczęłam go ochlapywać. Bardzo dobrze się przy tym bawiłam. Po paru minutach, wyszliśmy z wody i usiedliśmy na piasku.
- Nie zimno ci? - zapytał.
- Troszkę. - odparłam.
     Po tym słowie oddał mi swoją suchą bluzę i okrył mnie ją.
- Piękne jest te miejsce. Często tu przychodzisz? - zapytałam.
- Wiem, że piękne. Tak, przychodzę tu czasami. Żeby na przykład pomyśleć. Jesteś właśnie pierwszą osobą, którą tutaj przyprowadzam.
- Ooch... Naprawdę. - uśmiechnęłam się - Nawet nie wiesz jak mi teraz jest miło.
- Mi też jest miło, że koło mnie siedzi tak wspaniała i piękna dziewczyna.
     Po tych słowach zarumieniłam się. W tej chwili patrzyłam się na jego piękne zielone oczy... Po jego minie zrozumiałam, że chce coś mi powiedzieć. Wreszcie wydobył z siebie głos i powiedział:
- Nadio, bardzo mi się podobasz...
     Serce mi zadrżało. Zauważyłam, że patrzył się na mnie inaczej niż dotąd. W pewnej chwili ujął moją twarz w dłonie. Zaparło mi dech w piersiach. Jego twarz powoli zbliżała się do mojej. Jego wargi delikatnie dotknęły moich. Moje usta zapłonęły, a wargi rozwarły się. Zaczęłam niemalże dyszeć, a palcami wspięłam się we włosy Dawida, by przyciągnąć go bliżej siebie. Jego cudowny zapach mącił mi w głowie. Myślałam, że czas zwolnił. Czułam się tak jak nigdy dotąd, nie umiem tego opisać. Chciałam jak najdłużej cieszyć się tą chwilą.
     Po chwili delikatnie się od siebie odsunęliśmy. Po tej pięknej chwili byłam w stanie wypowiedzieć tylko:
- Wow...
     Patrzyłam mu głęboko w oczy, a on mi. Przez chwilę milczeliśmy. Nic nie mogliśmy z siebie wydusić, aż wreszcie Dawid odezwał się:
- Uh, Nadia... Świetnie całujesz.
     Zaśmiałam się po czym tym razem ja przysunęłam go do siebie i drugi raz się pocałowaliśmy. Tym razem był bardziej namiętny. Podobał mi się.
- Dawid... Ty także mi się podobasz. - wyznałam.
     W pewnej chwili poczułam, że Dawid przysuwa mnie do siebie. Wziął mnie w objęcia. Czułam jego ciepło.
- Kocham cię. - powiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
- Ja ciebie też. - odparłam.
     Położyliśmy się razem na piasku. Moja głowa spoczywała na jego klatce. Patrzyliśmy w gwiazdy i uśmiechaliśmy się do siebie.
     Robiło się późno. Była już prawie północ. Dlatego Dawid postanowił mnie odprowadzić. Szliśmy uśmiechnięci trzymając za ręce przed siebie. Przez całą drogę milczeliśmy i patrzyliśmy się na siebie. Gdy już doszliśmy do mojego domu, Dawid pocałował mnie na pożegnanie. Tak szkoda mi było go opuszczać. Zanim odszedł, przytuliłam się do niego i wypowiedziałam słowa.
- Jesteś wspaniały.
- Ty jeszcze bardziej. - odparł - No dobra. Ja już zwijam. Dziękuję, że dałaś się namówić na spacer... Hmm... Randkę. - uśmiechnął się.
- To ja dziękuję, że mnie zaprosiłeś. To był mój najpiękniejszy dzień w życiu.
- Mój też. - musnął mnie w policzek - Do zobaczenia w szkole.
- Do zobaczenia, pa.
     Z trudem utrzymywałam równowagę. Ledwo doszłam do pokoju. Gdy już weszłam, położyłam się na łóżko i zakochana nie myślałam o niczym innym...

niedziela, 25 grudnia 2011

,,W miłości'' - III

III
     Wychodząc ze szkoły, nie myślałam o niczym innym, tylko o Dawidzie. W pewnym momencie, nie wiem nawet skąd, pojawiła się Kate.
- Hej! - wystraszyła mnie.
- Oo hej! - odparłam.
- Oddaję długopis.
- Nie trzeba było, mogłabyś oddać jutro. - uśmiechnęłam się.
- Oj tam ja tak przy okazji. Też wracam tą drogą. Jak tam pierwszy dzień w szkole?
- Jak to w szkole. Zwyczajnie. Teraz niestety muszę trochę ogarnąć w domu, ponieważ jeszcze nie do końca się rozpakowaliśmy.
- Mogę pomóc, jeżeli nie masz nic przeciwko.
- Dziękuję, ale nie trzeba - uśmiechnęłam się.
- I tak nie mam nic do roboty.
     Poszłyśmy razem do domu i zaczęłyśmy rozpakowywać rzeczy. Gdy już skończyłyśmy, zaprosiłam ją do mojego pokoju.
- To jest mój pokój - pochwaliłam się.
- Ładny, a widok z okna masz cudny!
- Wiem. - zaśmiałam się.
     W pewnej chwili przypomniał mi się Dawid. Siedziałam nieruchomo i rozmyślałam. Nie słuchałam tego co działo się dookoła.
- Halo?! - zawołała Kate.
- Ooj, przepraszam. Zamyśliłam się. Dzisiaj zbyt dużo myślę o takim chłopaku...
- Jakim? Opowiadaj!
    Przez dłuższą chwilę milczałam, aż wreszcie powiedziałam o co chodzi.
- Dzisiaj poznałam pewnego chłopaka. Ma na imię Dawid. Siedzę koło niego na biologii. Coś on ma takiego w sobie, że mnie przyciąga.
- Mówisz o tym 16-letnim chłopaku? Dawid West tak?
- Tak, tak.
- Każda laska się w nim podkochuje. Bez urazy czy coś, ale żadna niestety nie ma u niego szans.
- Rozumiem. Ja tylko... Po prostu za często o nim myślę.
- Wiem jak to jest - uśmiechnęła się.
    Przez dłuższy czas rozmawiałyśmy o ludziach ze szkoły, o wszystkim, że nie wiadomo kiedy, zrobiło się późno. Gdy Kate musiała już iść, pożegnałyśmy się. Podziękowałam jej za pomoc.
     Około 23 położyłam się do łóżka. Byłam bardzo zmęczona.

sobota, 24 grudnia 2011

,,W miłości'' - II

II
     O 7.30 zadzwonił budzik. Przestraszyłam się, bo o 8 miałam już zacząć pierwszą lekcję. Gwałtownie wstałam z łóżka i zaczęłam się myć. Później założyłam przygotowane wczoraj ubrania: beżowe rurki i koszulkę w biało-czerwone paski. Swoje długie, brązowe włosy szybko rozczesałam. Zeszłam na dół, zjadłam śniadanie i wybiegłam.. Już wiedziałam, że się spóźnię. Była już 7.55, a miałam jeszcze sporo do szkoły. Nie chciałam się spóźnić, ponieważ musiałam jeszcze zajść do sekretariatu.
     Przez całą drogę szybko biegłam. Tak szybko, że potrąciłam zielonookiego chłopaka. Miał ciemne włosy. Był wysoki. Przy moich 165 cm, widać było, że jest wyższy o jakieś niecałe 20 cm. Był bardzo ładny.
     Podniósł torbę z moimi książkami i ją podał. Odezwałam się pierwsza.
- Przepraszam, powinnam bardziej uważać. - już pewnie strzeliłam buraka.
- Nic się nie stało. Zdarza się - uśmiechnął się.
- To wszystko przez to, że śpieszę się do szkoły. Jestem tu nowa, wczoraj przyjechałam tutaj z Polski.
- Z Polski? Mieszkałem tam kiedyś... Jak ci na imię? - zapytał się.
- Nadia.
- A ty? - uśmiechnęłam się.
- Jestem...
- Nadia Sparks! - w tym momencie przerwała dyrektorka, która wyszła ze szkoły. - Nasza nowa uczennica. Chodź. Dam ci plan zajęć.
     Dyrektorka zaprosiła mnie do środka. Nawet nie zdąrzyłam  się z tajemniczym chłopakiem.poznać imienia tajemniczego chłopaka. Chciałam jeszcze go spotkać...
     Gdy dostałam już plan zajęć, musiałam znaleźć salę, w której w tej chwili odbywały się lekcje biologii. Zauważyłam dziewczynę w blond włosach i zapytałam się:
- Przepraszam, czy wiesz gdzie się znajduje sala 253? Jestem tu nowa i nie mam jeszcze pojęcia gdzie się co znajduje, a szkoła jest wielka.
- Tak, idziesz prosto, a później skręcasz w lewo. Mogę cię zaprowadzić jeżeli chcesz.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się - tak wogóle jestem Nadia.
- Ja Katherine, ale nazywaj mnie Kate.
     Po chwili ruszyłyśmy w stronę sali, w której miałam mieć biologię. Gdy już przed nią stałam, pożegnałyśmy się. Weszłam do klasy i nauczyciel od razu przedstawił mnie grupie. Kazał mi usiąść na końcu koło... To był on! To ten chłopak, na którego dzisiaj wpadłam. Usiadłam koło tajemniczego chłopaka. Od razu się do mnie uśmiechnął i powiedział:
- Jestem Dawid.
- Miło mi. - odparłam - Przepraszam, dyrektorka mnie zatrzymała...
- Nic się nie stało - przerwał mi.
- Ale ja słyszę tutaj jakieś rozmowy! Proszę o ciszę - krzyknął nauczyciel i kontynuował lekcję.
     Przez całą lekcję przyglądałam się Dawidowi, nie mogłam oderwać od niego wzroku. Wogóle nie skupiłam się na lekcji.

 

,,W miłości'' - I

I
     Jadąc z tatą wieczorem na lotnisko, czułam się tak jakoś dziwnie. Nie chciałam rozstawać się z moim rodzinnym miastem, krajem, znajomymi, szkołą... Niestety musiałam. Tata dostał dobrze płatną pracę za granicą, a dokładniej w New Jersey. Bardzo jej potrzebował. Niedawno straciłam mamę, która zginęła w wypadku. Cierpieliśmy z tego powodu. Dlatego postanowił choć trochę oderwać się od wspomnień i wyjechać poza Polskę. Nie martwiłam się o język. Umiałam dobrze mówić po angielsku, więc wiedziałam, że poradzę sobie w szkole.
    Wreszcie dotarliśmy na lotnisko. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się w samolocie i wystartowaliśmy.
- Nadia? - zapytał tata.
- Tak? - odparłam.
- Usmiechnij się. Zobaczysz, że w nowym mieście będzie dobrze. To tylko początki.
- Wiem. Ja... ja tylko myślę. - uśmiechnęłam się.
     Po długiej podróży, dotarliśmy do nowego domu jednorodzinnego. Był to średni dom przy plaży, z czego bardzo się ucieszyłam. Widoki były przepiękne. Weszłam do środka i rozglądałam się dookoła. Później pobiegłam do mojego nowego pokoju. Był duży i w moim ulubionym kolorze - niebieskim. Po chwili wszedł mój tata.
- I jak ci się podoba nowy dom?
- Przepiękny, a widoki... Nie wiem co powiedzieć.
- Cieszę się. Wiedziałem, że tak będzie. - uśmiechnął się - A teraz się rozpakuj. Jutro będzie twój dzień. Będziesz musiała iść do szkoły.
- Tak mi się nie chce... Jeszcze w dodatku w środku semestru.
- Zobaczysz będzie dobrze.
     Po chwili wyszedł. Gdy już się rozpakowałam, poszłam przygotować się na jutro i wziąć gorącą kąpiel. Po 23 zasnęłam.