Tym razem wstałam trochę później niż zwykle, bo aż o dziesiątej. Może to dlatego, że była już sobota i mogłam spokojnie się wyspać. Kate już dawno wstała. Siedziała na jednej z jej puf i patrzyła się na mnie.
- Ojej, jak długo spałam. - powiedziałam.
- No co ty. Jest dopiero dziesiąta. Wiesz o której ja wstaję w weekendy? Dzisiaj tylko tak wyjątkowo. No kochana zjedz coś bo marnie wyglądasz.
Poszłyśmy do kuchni, aby zjeść śniadanie. Kate zrobiła naleśniki, które trochę różniły się od polskich. Były one zrobione z kukurydzianej mąki, polane syropem klonowym. Bardzo mi smakowały. Polepszyły mi humor. Po śniadaniu obejrzałyśmy jej zdjęcia z dzieciństwa. Później poszłam wziąć szybki prysznic. Czas tak szybko leciał, że była już pora na obiad. Zrobiłam więc gołąbki. Katherine pierwszy raz je jadła, ale bardzo jej smakowały. Była już piętnasta dwadzieścia. Ubrałam się więc w najlepsze ciuchy i wzięłam strój kąpielowy. Przed szesnastą przyszedł po mnie Jackob.
- Młoda, nie szalej tam za bardzo z moim bratem. - zaśmiała się Kate.
- Cicho bądź! - krzyknął Jake.
Pogoda była piękna. Było słonecznie i wiał wiatr. Świetne warunki na surfing. Już prawie byliśmy na miejscu.
- Nadio, ślicznie dzisiaj wyglądasz. - uśmiechnął się Jake.
- Dziękuję. - odparłam - Cieszę się, że dzisiaj mogłam się z tobą spotkać.
- Ja też. - cmoknął mnie w czoło - Ooo właśnie jesteśmy na miejscu. Masz ze sobą strój kąpielowy?
- Tak, jasne.
- To tutaj się przebierz. Ja będę czekał tam przy tej restauracji.
- Okej.
Przebrałam się. Tak się stresowałam, że trzęsły mi się nogi. Nigdy przedtem nie miałam do czynienia z surfingiem. Wyszłam z szatni i poszłam w stronę Jackoba. Jego ciało było pięknie zbudowane...
- Łał! Nadia jaką ty masz świetną figurę. - powiedział.
- Naprawdę? Dziękuję.
- Serio. Jaka z ciebie laska. - w tym momencie objął mnie.
Poszliśmy w stronę oceanu. Tam czekała na nas zielona deska. Za pierwszym razem bałam się na nią wejść. Jednak za drugim razem odważyłam się i weszłam. Jake cały czas mnie asekurował. W oddali zauważyłam siedzącego Dawida ze swoim kolegą. Patrzyli się w moją stronę. Udawałam, że ich nie widzę. Jednak postanowiłam odegrać parę scen, aby Dawid był zazdrosny...
- Hmm... Jake? - zapytałam.
- Tak Naduś?
- Mógłbyś mnie mocniej objąć, bo zaraz wpadnę?
- Jasne. Jeszcze się pytasz?
- Aaah! - plusnęłam do wody - Ja się topię!
- Mała, spokojnie. Już cię trzymam.
I w tym momencie zaczęliśmy się obejmować. Jake patrzył mi w oczy i odgarniał włosy.
- Nadio... Wiem, że może być to za szybko... Ech... Czy mógłbym cię pocałować?
- Tak. - odparłam. Nie byłam pewna czy dobrze robię, ale za wszelką cenę chciałam wzbudzić zazdrość w Dawidzie. Wiem, że źle postępowałam, że nie było to fair w stosunku do Jake'a.
Jake objął mnie jeszcze mocniej. Jego twarz zaczęła powoli zbliżać się do mojej. Już prawie nasze wargi zetknęły się, gdyż nagle pojawił się Dawid i uderzył Jake'a pięścią w twarz.
- TY OŚLE! - krzyknął Dawid - Nie powinieneś tego robić! Ona jest moja. Ja ją kocham nad życie! Wszystko bym dla niej zrobił!
- Tak? Właśnie psujesz jej romantyczną chwilę, ty matole!
- Chyba sobie, nie jej!
- Spadaj! Rozumiesz? Bo jak nie...
- To co?
- To! - w tej właśnie chwili Jackob rzucił się na Dawida. Zaczęli się bić.
- Nie! Proszę przestańcie. - rzekłam. Jackob był lekko posiniaczony, natomiast Dawid mocno zakrwawiony i tracił przytomność. - Jackob! Przestań, zabijesz go! Koniec randki!
- Dzięki koleś! - i znowu uderzył Dawida.
- Dawid! Matko, żyjesz?! - krzyknęłam przerażona.
Ludzie na plaży widzieli całą sytuację. Było mi trochę wstyd. Przyjechała karetka pogotowia. Ratownicy wzięli Dawida na noszach do karetki. Chciałam jechać razem z nim, lecz nie dostałam pozwolenia. Dlatego złapałam najbliższą taksówkę i pojechałam do szpitala. Czekałam zestresowana w korytarzu, czekając na odpowiedź, czy będzie żył. Uświadomiłam sobie, że jednak go kocham. Mimo wszystko. Nie wiem co by się ze mną stało, jakby nie przeżył. Po dwugodzinnym czekaniu, lekarz za zgodą Dawida pozwolił mi wejść do niego.
- Dawid. - zaczęłam płakać - Przepraszam, nie powinnam była tego robić. Wzbudzać zazdrość w tobie. Ale ja cię kocham mimo wszystko.
- Też cię kocham. To ja przepraszam. Nie powinienem tak reagować. A z tą Jenną. Ja próbowałem ją odepchnąć, to ona się z tym pocałunkiem do mnie rzuciła. Ona po prostu była o nas zazdrosna. Przysięgam.
- Wierzę ci. Jak mogłam nawet pomyśleć. Przecież my mówimy sobie zawsze prawdę, kochamy się...
- Już spokojnie. Wszystko sobie wyjaśniliśmy.
Zaraz potem schyliłam i zaczęłam go całować. Wiedziałam, że on jest tym jedynym...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz